wtorek, 3 września 2013

Klasyczna mała czarna

Na dobry początek.. Aby zacząć klasycznie, codziennie, bez zbędnej ekstrawagancji. Element garderoby, który w kobiecej szafie MUSI znaleźć swoje miejsce. Słynna mała czarna :) Myślę, że wszyscy o niej słyszeli, ale niestety nie każda dziewczyna takową posiada. A szkoda, bo jest to najlepszy ,,basic" do wszystkich stylizacji.. Wystarczy Ona, prosta lub ciekawie skrojona, o nietypowym fasonie lub niecodziennym kroju, błyszcząca duża bransoleta, czy złoty zegarek + wysokie buty i wyglądamy jak milion dolarów :) Tak, tak nie bez przyczyny mała czarna jest określana mianem elementu ponadczasowego.

Nie trudno zauważyć, że w mojej szafie królują obcisłe małe, czarne. Z pozoru podobne, jednak w takim kroju czuję się najlepiej i taki też do mnie najlepiej pasuje :)

Co więcej - mała czarna może mieć wiele odsłon. I wbrew wcześniejszym spekulacjom-nie każda jest taka ultra uniwersalna :)





Opcja pierwsza. Mała czarna w wersji wyjątkowo wieczorowej :) Pokryta błyszczącymi drobinkami stanowiła dla mnie kontrę dla modnych wówczas sukienek pokrytych cekinami. Zdecydowałam się na opcję z 3/4 rękawkiem. Na większe, eleganckie wyjścia - idealna.



 Uniwersalna sukienka, z szerszymi rękawkami i naszytymi złotymi zamkami. Już teraz wiem, że nie ma lepszego połączenia niż zwykła kiecka i neonowe kolory. Gdyby nie koralowe szpilki i kolczyki piórka w tym samym kolorze, całość wiałaby nudą. Do dziś cieszę się, że nie założyłam wtedy czarnych butów, bo wtedy cała stylizacja utraciłaby swój charakter.


A oto przykład tej klasycznej małej, czarnej. Idealna na przyjęcia, akademie, formalne spotkania. Jedyny minus to fakt, że jest dość krótka. Posiada kieszonki, które uwielbiam i podkreśla figurę. Przełamałam nudę srebrną broszką i dużą bransoletką w podobnym stylu.



Przyznać się, kto powiedział, że mała czarna nadaje się tylko na wyjątkowe okazje? Wersja absolutnie casual, czyli tak jak chodzę na co dzień :) Sukienka z H&M, bawełniana i wygodna. Szpilki idą w kąt, królują cieliste balerinki i moja ukochana, miętowa torebka. Delikatna biżuteria, większa byłaby zbyt ciężka i zbędna na popołudniowy spacer. Dla smaku-najlepsze lody :D

Miałam wielki dylemat, gdyż tą samą sukienkę mierzyłam w opcji intensywny róż. Cóż, jednak zawsze wybiorę ciemniejsze barwy, choć nie ukrywam, że choć raz chciałabym przekonać się do kolorów. Obawiałam się jednak, że w takiej sukience będę wyglądać zbyt ciasteczkowo, a jednak czerń to czerń...

zawsze się wybroni :)




3 komentarze:

  1. uwielbiam male czarne i zgadzam sie, ze to element ponadczasowy, a Ty wygladasz, jak milion dolarow nawet, jak jestes w dresie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. mała czarna to klasyka, nawet w wersji casual :)

    OdpowiedzUsuń